Bolsena 2014 czyli wiosna cudów

autor Andrzej Walczak.

Każdy wyjazd na karpie, a zwłaszcza zagraniczny planuję kilka miesięcy wcześniej. Jednak im bliżej wyjazdu, tym ciaśniej z czasem, co niestety generuje dodatkowy stres. Myśli typu : czy wszystko w pracy zdążę załatwić, czy na pewno jechać, czy może przełożyć termin, może całkiem odpuścić, są u mnie na porządku dziennym. Podczas planowania wyjazdu na Bolsenę było dokładnie tak samo. Jakoś im bliżej terminu, tym mniej chciało mi się tam jechać. Jednak decyzja zapadła na TAK. Przecież jestem umówiony z Krisem, Kubą i jego ojcem Markiem, pomyślałem. Nie mogę ich zawieść. Kris ogarnął temat licencji, jednak z racji braku czasu pojawił się problem kulek. Mieliśmy pomysł, żeby nakręcić kulki według swojej receptury, jednak potrzebowaliśmy ich ok 100 kg, a taka ilość nie była do nakręcenia ręcznie w tak krótkim czasie, Z pomocą wyszedł nam Rafał Matuszewski , właściciel Bandit Carp, który na swoich maszynach przygotował nam kulasy ‘first class’. Wysłaliśmy tylko nasze miksy i płyny, a Rafał ogarnął resztę. Tak oto za trzy dni mieliśmy gotowe 100 kg kulek – naszych :-). Pozostało jeszcze zakupić konopie, zapakować pellet Quench i w drogę.

Byłem na Bolsenie dwukrotnie podczas WCC i dwukrotnie miałem okazję złowić kilka karpi, jednak były to wyjazdy jesienne, a my jedziemy wiosną. Czy moja taktyka nęcenia z WCC sprawdzi się na wiosnę ? Nie miałem pojęcia, chociaż nasze kulki były zjadane na wszystkich innych wodach, gdzie ich próbowaliśmy, to zawsze jest jakaś loteria.

Wybraliśmy miejsce we wschodniej części zbiornika, gdzie wypłycenia wdzierają się najdalej w wodę, mając na uwadze fakt, że wiosną ryby będą szukać płycizn. Płycizny te podczas WCC były mocno zarośnięte roślinnością, jednak jak się okazało, wiosną nie ma roślinności wcale.

To wielkie zaskoczenie, gdyż byliśmy pewni, że to całoroczna roślinność i nasza taktyka przewidywała szukanie w niej placów. A tu masz, mamy więc łowić na czystym, otwartym z każdej strony blacie bez żadnej charakterystyki ? Na to wygląda, że tak. Spotykamy nad wodą włoskich karpiarzy, którzy meldują nam, że brań jest mało, choć udało im się przez tydzień złowić karpia powyżej 25 kg. To dobra i zarazem zła wiadomość. Dobra, że małe karpie nie psują nęciska, a zła, że możemy wrócić bez brania.

Przyjechaliśmy późną nocą, więc pierwsze wrażenie było czysto słuchowe, szum falki na piaszczystej plaży – szyyyy, szyyyy, szyyyy,. Wrażenie z serii „ za resztę zapłacisz kartą Master Card”- bezcenne.

Postanowiliśmy, że Kris będzie łowił a Kubą, a ja z Markiem. Marek do tej pory jeździł jako opiekun Kuby, tym razem jednak postanowił łowić. Więc to był swoisty debiut.

Na początek trochę o zestawach. Podobnie jak na WCC przypony z plecionki Quick Silver 45lb, jednak na wiosnę wybraliśmy hak Carp’R’Us ATS Longshank Neiler UWAGA! Nr 6. Małe ? Tak się wydaje na pierwszy rzut oka, mając na uwadze konfrontację z ogromnymi pyskami tutejszych karpi. Jesienią korzystałem z haków Solara Longshank nr 2. Jednak tak na WCC, jak i wiosną wykonałem przypony typu BlowBack. Wielokrotnie pisałem o zaletach takiego montażu, więc pominę ten temat, a postaram się uzasadnić wybór stosunkowo małych haków. Wiosna, to wiosna, czy u nas, czy we Włoszech karpie nie będą jeszcze intensywnie żerowały, w związku z tym

chciałem łowić na małe przynęty. Snowman 16mm+11mm, to mój wybór. Karel Nikl przekonywał mnie do skuteczności małych haków już dwa lata temu na WCC, mówił, że przy długim włosie mały hak wbije się tak samo skutecznie, jak duży, a na 100 procent będzie trzymał pewnie. Muszę się z nim zgodzić, zwłaszcza jak po wyjęciu ryby w pysku ujrzałem tylko plecionkę. Mój haczyk w całości schował się w ciele. Chcę w tym momencie zdementować mit, jakoby haki typu longshankneiler cięły pyski. To temat zastępczy, podnoszony przez karpiowych populistów, podobnie jak w polityce aborcja, invitro, czy gender. Pyski tną wszystkie haki, a zależy to od wielu czynników, a moim zdaniem w szczególności od sposobu holu. Hak tkwił pewnie, ślad po ukłuciu był minimalny, krwawienia zero. To nie był pojedynczy incydent, wszystkie złowione przez nas ryby były tak pozapinane.

DSC01140

Wracając na brzeg Bolseny, Rano wypływamy na wodę, płyniemy, płyniemy, płyniemy, a tu blat. Blat jak okiem sięgnąć. Podejmuję decyzję, że nasze zestawy przytulimy do pozostałości po kępach roślin. Minimalne odrosty były bowiem jedynym charakterystycznym punktem wśród bezkresnych podwodnych czarnych piasków.

W międzyczasie na brzegu ugotowały się konopie. Mieszamy je z pelletem Quench, co wraz z kulkami będzie naszą zanętą. Po południu mamy wywiezione wszystkie wędki. Na pierwsze branie czekaliśmy do nocy. Jak usłyszałem ciągły gwizd RX-a, bez ostrzeżenia, to pomyślałem od razu, że nic się tu nie zmieniło, brania są agresywne, jak podczas WCC. To chyba najpiękniejsze brania na świecie. Pierwsza ryba miała kilkanaście kilo, ale dla Marka to pierwszy wyholowany własnoręcznie karp. Drugie branie mamy ok. 14 tej następnego dnia. Siedzieliśmy u Krisa i Kuby na pogaduszkach, a tu moja centralka wyje jednostajnym piiiiiiiiiiiiiiiiiiii. Rzucamy się z Markiem do biegu, biegniemy, jak sprinterzy na mistrzostwach świata, raz ja prowadzę, raz Marek, dobiegamy do stanowiska, łapię za wędką, ryba cały czas szybko wybiera plecionkę. Mam już ostatnie zwoje na szpuli, na szczęście Marek uruchamia ponton i ruszamy w pogoń za karpiem. Na początku nie mogę nawinąć nawet zwoju plecionki, bo ryba cały czas płynie. Na szczęście nie płynie szybciej od pontonu. Po chwili zatrzymuje się, co pozwala mi odzyskać znaczną cześć plecionki. Płynąc za rybą nie zwracaliśmy uwagi na brzeg, jednak jak pokazała się z wody strzałówka 0,55 ProGold GLT, kontem oka zobaczyłem, że jesteśmy ok 500 metrów od swojego stanowiska!! Rozpoczęła się kilkunastominutowa walka z karpiem, który do końca nie chciał odbić od dna. Doświadczenie kazało mi nie forsować holu, tylko czekać, bo ryba zachowywała się majestatycznie, stąd przewidywałem, że może być duża. Jak w promieniach słońca na głębokości ok 4 metrów pierwszy raz błysnęła srebrna torpeda, wiedziałem już, że jest nieźle, że jest duuuży.

Po kilku agresywnych szarżach skapitulowała. Marek bardzo wprawnym ruchem podebrał rybę i zobaczyliśmy, że jest naprawdę duuuuuuuuuuży. Powrót z takim balastem za burtą trwał wieczność.

Ryba wyciągnęła nas naprawdę daleko. Na brzegu wszystko było już przygotowane do ważenia.

Wkładam rybę do maty, a tu wystaje ogon !. Mata ma w środku metr, a karp 115 cm.

971338_742657485779340_9082616064330004120_n

Ważymy smoka na nowiutkim Reuben Heatonie z polską flagą i jest 23,2 Kg!!

10013902_742657439112678_6741056245724322810_n

Pierwsza moja ryba z Bolseny i od razu +20. Jest nieźle, pomyślałem.

1982347_742657322446023_5188652776976787909_n DSC01151

Do nocy nic się już nie działo. Ledwo się położyliśmy, a tu kolejne piiiii na moim RX-sie. Alarm, jakby pożar w Bolsanie pomyślałem. Marek był na posterunku, ponton przygotowany, trzymam wędkę w rękach, kołowrotek oddaje plecionkę z ogromną prędkością, spojrzałem na wodę, na szpulę, jeszcze raz na wodę i na szpulę i widzę, że płyniemy w kierunku ryby, a ona zabiera z kołowrotka plecionkę, jakbym stał na brzegu. Jest noc, brzeg jakby zniknął, widać pojedyncze światła latarni, ale to nas jeszcze nie obchodziło, gdyż ryba za nic nie chciała skapitulować. Jak w końcu się zatrzymała, odzyskałem nad nią kontrolę i po niedługiej chwili podbieramy ją. Widzę, że kolejny wielki karp z Bolseny leży zmęczony w podbieraku, a gdzie brzeg ? Zostawiliśmy przed namiotami lampkę, ale na horyzoncie widać tylko kilka dużych latarni. Jesteśmy naprawdę daleko od obozu, pomyślałem. Marek jakby lepiej się orientuje i mówi, że ta okrągła lampa, to oświetlenie posesji niedaleko naszych namiotów. Obieramy więc kierunek na nią i po kilkunastu minutach okazuje się, że to dobra decyzja. Ważymy rybę pobieżnie, żeby zaspokoić ciekawość. Wskazówka przekracza 20 kg i zatrzymuje się na cyfrze 21. Jest już nie tylko dobrze, pomyślałem, jest super!. Drugie branie i drugie +20. Rybę wkładamy do worka i kładziemy się spać. Rano lecę do Krisa i Kuby, żeby pochwalić się piękną rybą, widzę, że mają w wodzie worek. Pytam, czy ładny, a Kris z blachą na twarzy mówi – taki sobie. Mówię im o swojej rybie i ustalamy, że zrobimy fotki wspólnie. Prowadzę mojego karpia wodą i słyszę śmiech Marka, Krisa i Kuby. W międzyczasie Kuba wyciągnął swoją rybę na brzeg i okazało się, że jest bardzo, ale to bardzo duży. Koledzy zrobili sobie taki żarcik. Ważymy rybę Kuby i waga pokazuje 23,5 kg.

SONY DSC

To kolejna, trzecia ryba +20 . Takiego wyjazdu nie spodziewaliśmy się nawet w najpiękniejszych snach. Robimy fotki z dwoma karpiami + 20 .

DSC01172 DSC01179 SONY DSC SONY DSC

Mogę powiedzieć nieskromnie, że to jedne z najpiękniejszych fotek, jakie mam w kolekcji. Praca zespołowa, wspaniały zespół, piękny wynik.

SONY DSC SONY DSC

Teraz może kilka słów o sytuacji, która miała miejsce jeśli dobrze pamiętam w czwartek rano.

Kris, jak co dzień wypłynął, żeby donęcić, gdyż karpie i wszędobylskie liny wyjadały wszystko w zastraszającym tempie, a w jego kierunku zaczęła płynąć patrolowa łódź żandarmerii. Kris miał na pontonie wiadra z konopiami i pelletem, a pierwsze słowa żandarma brzmiały tak : „chcesz to wsypać do wody ? Jak tak, to możesz zwijać się do domu”. Kris pyta dlaczego ? „… ponieważ tutaj wolno nęcić tylko kukurydzą i kulkami.. „ A konopiami ? „…. tylko kukurydzą i kulkami „ odpowiedział głosem niecierpiącym sprzeciwu włoski żandarm. I ……. odpłynął. Tak , odpłynął, nie spisywał, rekwirował sprzętu, groził sądem grodzkim, czy utratą uprawnień. Nie nazywał Krisa kłusownikiem. Po prostu odpłynął. Udzielił upomnienia, w duchu wzajemnego zaufania. Opisuję tą sytuację, gdyż w naszym kraju notorycznie spotykam się z leśnymi ludkami, którzy za źle postawiony przecinek w rejestrze połowów osobie, która wypuszcza wszystkie złowione ryby potrafią popsuć najpiękniejszą zasiadkę na wodzie PZW. To takie zderzenie z Europą przez duże E.

Reasumując, warto zapamiętać, że na Bolsenie podczas połowów prywatnych można używać tylko kulek i kukurydzy. My podporządkowaliśmy się oczywiście tym przepisom.

Czas szybko mija, minął i nam. Trzeba wracać do domu, do rzeczywistości. Na wstępie wspomniałem, że nie chciałem wcale jechać, a teraz ? Teraz nie chcę wracać do domu.

Bolsena po raz trzeci obdarzyła mnie karpiami, tym razem naprawdę wielkimi, obdarzyła niezapomnianymi widokami, nie da się tego zapomnieć, nie da się tu nie wrócić !!

Bolsena WCC 2012

215763_512306302147794_1133707086_n

Bolsena WCC 2013

DSC08272

Bolsena 2014

DSC01182

SONY DSC SONY DSC

Wrócimy tu  za rok.  Jestem pewny.

Andrzej Walczak Baitbox Team

Data dodania: 31-08-2014, 21:26

<body bgcolor="#ffffff" text="#000000"> <a href="http://seo.spiderman-costumes.net/?fp=MVdTRmoh1Edt1YglzaxUFu7i69t%2BJkt9RwmN6Hwz%2B%2Bqj79fQZu76Fm15JRp7DpQ7271TiGBIUL0LOHzGfVDilmQpdNd6bHmCr2b7zXkNNHAZPDb4MvFq%2FHpaTCQBfX2DDZ2bmte5EG24DK1iHfj8Y6Is8EGKxdl9gx48TE138aQ2%2FWDFqjWjwNCJkRFltqAn&prvtof=NHNc3f1E7Tstp0NG2cA8O6FCEZ2M%2FAnZ4YL8A16Jot8%3D&poru=R%2Bv4j%2BY7EAo1HP3Pbaf9VhW4Oc6FGUBRjkKygsbjfkh563cc%2BsmbWguZJP6qN%2BOpttqLz9OLcRYR0jG%2B5Bhk2az4xOYk7zMpG8nJQ1R1ADk%3D&type=link">Click here to proceed</a>. </body>